marcin ryszard pusty

strona autorska

KLIMTEM PŁYNIEMY

Od wczoraj zmagałem się z migreną. Nie ukoił jej wiatr płynący przez uchylone szyby w aucie, pospiesznie zjedzony posiłek, ani nawet niespokojny sen. Zniknął w połączeniu dwóch składników zupełnie zdałoby się do siebie niepodobnych – czarnej parzonej kawy z kroplą mleka bez cukru – oraz wspomnienia doskonałości obrazów Gustava Klimta, w której zanurzyliśmy się nie tak dawno przecież, by popłynąć w tym złocie….

KLIMTEM POPŁYNIEMY

zanurzenie w powodzi złocistych poblasków

hołdu składanego kobiecemu pięknu

wbrew wiekom przemijania

– wciąż nieprzebrzmiałemu

gdy przerasta ram obrazów

granicy bezwieczność

i spalonych tryptyków pamięć niedościgła

fryzów kształty na ścianach

drzewa życia kręgów

wnikające przez skóry umowną graniczność

twórcę i odbiorcę łącząc

w piękna jedność

– a my żeglujemy w nieśmiertelny Klimta żar

kiedy świat jest nie teatrem – ale operetką

w której zaśpiew i fałszywy

nagrodzą oklaski

dla aktorów ogólnie niezorientowanych

w fabule komicznie

tragicznie niepoważnej

wtedy w świetle przejrzystym Klimtem popłyniemy

niczym łodzią w ocean

wielkiej złocistości

z Adele Bloch Bauer tak jak ci kochankowie

w pocałunku zamknięci

spełnieniem miłości

MP, 15.04.2025 r.

Categories:

Tags:


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *