
GDY ZNÓW SIĘ ZBUDZĘ
pogięte mrokiem promienie świeczki
trzepoczą sie powiek lotem – motylim
a czas przemija po kościach świata
a czas czekaniem tęsknionej jest chwili
gdy znów się zbudzę w żarłocznej jutrzni
na chwilę nim przyjdzie ona do mnie znowu
i czekać znów będę zegarów bicia
i czekać znów będę na twoje słowo
ta ciemność niechętnie pochłania sekundy
z trudem przemiela minut bezmiar w ciszę
w zaszłe godziny je składa przebiegłe
w godziny zaszłe przez oczu klisze
a jedno mrugnięcie to jedna sekunda
oczu przymknięcie to sekund sześćdziesiąt
cyk mechanizmu jest stukiem dla dłuta
w ręce rzeźbiarza kształt chcesz usłyszeć
MP, 27.03.2025 r