w pustych pokojach pałaców cieni
które czas nadgryzł – jak stary chleb
z których tak blisko do matki ziemi
chłonnie tulącej bezmiary nieb
ślad przeźroczystych unosi się duchów
wspomnień zamarzeń ta zwiewna mgła
i powidoki – w kącikach oczu
tak jak bym nie był, ja – tutaj sam
tak jakby – wczoraj splatało się z dzisiaj
jutra sięgając warkoczem swym
w tej chwili jednej, gdy cisza spada
na kark pokryty nalotem dni
srebszystoszarą smugą przemijań
w której się w jedno zamienia czas
zdarzeń minionych i tych co nadejdą
z tą chwilą, która – bezdźwięcznie trwa
z tą chwilą – która jest przejrzystością
momentem dotyku otchłani prawd
o czasie, świecie i sobie samym:
konstans w zmienności chaosu barw
zastygnę – zamilknę – zapadnę w jej nicość
pod niebem szarym, wysokim i chłodnym…
i z tej oddali czasu, przestrzeni
będę znów myślał w ciszy – o Tobie
MP, 30.03.2025 r.
